|
List otwarty Anny Stokłosy do Lecha Kaczyńskiego prezydenta RP
PoniedziałEk 19 Listopad 2007
Szanowny Panie Prezydencie!
Od wielu dni słyszę zastrzeżenia Pana Prezydenta w stosunku do prof. dr Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który był obrońcą mojego męża, Henryka Stokłosy.
Z Pańskich wypowiedzi na ten temat wnioskuję, że Profesor popełnił grzech śmiertelny, ponieważ podjął się obrony Henryka Stokłosy czyli według Pana kogo?! Notorycznego przestępcy? Wielokrotnego mordercy? Czy może człowieka, którego Pan zakwalifikował do jakiejś niższej, nieznanej mi kasty?
Dzisiaj publicznie wyraża Pan swoją dezaprobatę wobec naszego obrońcy, a jutro może będzie Pan miał zastrzeżenia do naszego lekarza, piekarza, a może nawet grabarza?
Informuję Pana, że to ja, jako pełnomocnik męża, zdecydowałam o wyborze obrońcy – mąż w żaden sposób nie miał na to wpływu.
Trzeba, Panie Prezydencie, dużo złej woli, aby od wielu lat, a czyni to państwo polskie i Pan osobiście, zwalczać ludzi, którzy stworzyli czysto polski zakład i dali zatrudnienie kilkunastotysięcznej rzeszy Polaków. Pańskie uprzedzenia polityczne i fobie nie upoważniają Pana do ingerencji w nasze życie prywatne i zawodowe.
Nie po to, Panie Prezydencie, mój dziadek zginął w wieku 44 lat bestialsko zamordowany przez Niemców za udzielenie pomocy partyzantom. Nie po to mój ojciec jako członek AK przesiedział w trzech obozach koncentracyjnych, a jego brat jako pilot dywizjonu 301 zginął nad Anglią. Nie po to oni przelewali krew i cierpieli za Polskę, aby dziś Pan, Prezydent Rzeczypospolitej prześladował ich potomków – mnie i moją rodzinę.
Pomimo wielu niesprawiedliwości i szykan ze strony państwa, którego jest Pan głową, czuję się pełnoprawną obywatelką Rzeczypospolitej i mam nadzieję, że przestrzegając konstytucji, zaprzestanie Pan dyskryminacji swoich obywateli w osobach Anny i Henryka Stokłosów oraz innych ludzi w jakikolwiek sposób z nimi związanych.
Z wyrazami szacunku
Anna Stokłosa
|