Zachodzi przypuszczenie graniczące z pewnością, że Henryk Stokłosa, podobnie jak szereg innych osób w sprawach, w których organy działają z powodów politycznych, zostałby poddany nieuzasadnionym represjom, całkowicie negującym nie tylko jego osobistą wolność, ale także jego godność. Jedynym środkiem, który może skutecznie uchronić go przed nadużyciami organów ścigania, jest list żelazny.
21 września 2007 roku do SąduOkręgowego w Warszawie Wydział VIII Karny wpłynął wniosek o wydanie listu żelaznego Henrykowi Stokłosie byłemu senatorowi Rzeczypospolitej przebywającemu obecnie za granicą. Autorem wniosku jest prof. dr hab. Zbigniew Ćwiąkalski jeden z najwybitniejszych polskich prawników.
Jego treść w sposób wyjątkowo trafny i bogato udokumentowany obnaża wszelkie nieprawidłowości w działaniu polskiej prokuratury kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę, ukazuje jej polityczne cele i totalitarne metody działania. Pokazuje też mechanizmy niszczenia Henryka Stokłosy i jego firmy przez ogniwa administracji państwowej, prokuraturę i służby specjalne IV Rzeczypospolitej. W sposób przekonywujący uzasadnia konieczność przyznania Henrykowi Stokłosie listu żelaznego jako niezbędnego warunku przeprowadzenia uczciwego procesu.
Poniżej publikujemy obszerne fragmenty uzasadnienia tego wniosku dokonując jedynie pewnych uproszczeń wynikających z prawniczej zawiłości języka tego typu dokumentów.
***
4 stycznia 2007 roku Prokuratura Okręgowa dla Warszawy Pragi sporządziła postanowienia o przedstawieniu zarzutów Henrykowi Stokłosie. W dniu 30 stycznia 2007 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ Wydział III Karny zastosował wobec niego tymczasowe aresztowanie na okres 14 dni. W tym samym dniu zarządzono poszukiwania H. Stokłosy, zaś w dniu 2 lutego 2007 roku rozesłano za nim list gończy oraz międzynarodowy list gończy. W dniu 11 lipca 2007 roku wydano postanowienie o uzupełnieniu zarzutów, a w dniu 23 lipca 2007 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał natomiast europejski nakaz aresztowania.
Stokłosa spełnił warunki
W zgodnej opinii doktryny prawnej obowiązującej w Polsce wyłącznymi i wystarczającymi przesłankami wydania listu żelaznego są: przebywanie podejrzanego za granicą oraz złożenie przez niego oświadczenia o treści odpowiadającej warunkom wymienionym w art. 281 i art. 282 § 1 kpk. Przesłanki te Henryk Stokłosa spełnił. Jak oświadczył w dokumencie załączonym do wniosku, od grudnia 2006 roku stale przebywa za granicą. Potwierdza to świadek Anna Stokłosa – żony Henryka Stokłosy. Zeznania jej uważać należy za środek dowodowy cechujący się wysokim poziomem wiarygodności. O ile bowiem osoba ta, jako „osoba najbliższa” w rozumieniu przepisów prawa karnego, może bez groźby negatywnych konsekwencji odmówić odpowiedzi na pytania dotyczące dokładnego miejsca pobytu Henryka Stokłosy, o tyle jeżeli zdecyduje się odpowiedzieć na pytanie, czy Henryk Stokłosa przebywa w Polsce czy za granicą, i zezna co do tego nieprawdę, będzie mogła zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej. Jej przesłuchanie jest zatem w pełni zasadne.
Należy też zwrócić uwagę na fakt, iż o przebywaniu Henryka Stokłosy za granicą przekonana jest sama prokuratura – skoro doprowadziła do wydania przeciwko niemu Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz do rozesłania za nim międzynarodowego listu gończego.
Równocześnie do wniosku załączono sporządzone osobiście przez Henryka Stokłosę w dniu 3 września 2007 roku oświadczenie, że w razie wydania listu żelaznego stawi się on do Sądu oraz do prokuratora w wyznaczonym terminie na każde wezwanie, nie będzie się wydalał bez pozwolenia Sądu z obranego miejsca pobytu w kraju, nie będzie nakłaniał do fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób starał się utrudniać postępowanie karne, tj. oświadczenie spełniające wszystkie warunki wymienione w art. 281 i art. 282 § 1 kpk.
Stokłosa oświadczył także, że stawi się do Sądu lub prokuratora w terminie siedmiu dni od dnia wydania postanowienia w sprawie listu żelaznego. Niezwłocznie po przybyciu do kraju wykona też obowiązek obrania sobie w Polsce miejsca pobytu, przy czym jest gotów uzgodnić to miejsce z Sądem i z organami ścigania.
Wydanie Henrykowi Stokłosie listu żelaznego służyłoby realizacji interesu wymiaru sprawiedliwości, gdyż realnie zapewniłoby możliwość sprawnego przeprowadzenia postępowania karnego. Natomiast uzyskanie przez niegolistu żelaznego zabezpiecza go przede wszystkim przed zatrzymaniem i tymczasowym aresztowaniem.
Zarówno zatrzymanie, jak i tymczasowe aresztowanie drastycznie ingerują w sferę wolności osobistej obywatela. Stąd też prawo karne procesowe ustanawia surowe przesłanki ich zastosowania. I tak, w myśl art. 244 § 1 kpk, zatrzymanie osoby podejrzanej może nastąpić wyłącznie pod warunkiem, że istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo, a przy tym zachodzi obawa ucieczki lub ukrycia się tej osoby albo zatarcia śladów przestępstwa.
Stokłosa nie popełnił przestępstw podatkowych
Tymczasem zdaniem autora wniosku o list żelazny przypuszczenie, że Henryk Stokłosa popełnił przestępstwo należy uważać za całkowicie nieuzasadnione. Dotyczy to w głównej mierze decyzji podatkowych. Organy podatkowe są obowiązane przy wydawaniu decyzji działać zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Tylko w bardzo nielicznych wypadkach decyzje wydawane w sprawach podatkowych mają charakter uznaniowy. Żadna jednak z decyzji kwestionowanych przez prokuraturę nie miała takiego charakteru. Wszystkie zostały natomiast wydane zgodnie z prawem i nie podlegają już wzruszeniu. W chwili obecnej zatem ani Henryk Stokłosa ani spółka „Farmutil” Sp. z o.o. nie posiadają jakichkolwiek zaległości podatkowych za lata podatkowe, których dotyczą kwestionowane przez prokuraturę decyzje.
Na poparcie tych twierdzeń, do złożonego w dniu 8 sierpnia 2007 roku wniosku obrony o uchylenie zabezpieczenia majątkowego zastosowanego w niniejszym postępowaniu przygotowawczym dołączona została opinia sporządzona przez radcę prawnego i doradcę podatkowego P. Dorotę Szubielską z kancelarii Chadbourne & Parke LLP oraz raport z przeglądu postępowań przygotowany przez doradcę podatkowego prof. dr hab. Witolda Modzelewskiego, a także właściwe zaświadczenia organów podatkowych.
***
Cały szereg faktów wskazuje na nieobiektywne i stronnicze traktowanie Henryka Stokłosy przez organy ścigania i inne podmioty, zarówno państwowe (w tym np. organy kontroli), jak i prywatne. Ich przedstawienie i podsumowanie było przedmiotem licznych pism kierowanych przez Annę Stokłosę do rozmaitych osób i instytucji życia publicznego. Wielokrotnie pisaliśmy o tym na łamach naszego tygodnika. Profesor Ćwiąkalski w swym wniosku spojrzał na to zagadnienie z pewnego dystansu i pokazał je na szerszym ogólnopolskim tle.
Próby zniszczenia gospodarczego dorobku Stokłosy
Działalność gospodarcza Henryka Stokłosy spotykała się od wielu lat z obstrukcją m. in. Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej oraz Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej (przy czym szefowa jednej z tych organizacji była konkurentką Henryka Stokłosy w wyborach do Senatu RP w 2005 roku). Organizacje te zyskały przychylność administracji lokalnej w wytykaniu rzekomych zagrożeń i nieprawidłowości związanych z działalnością Henryka Stokłosy. Co ciekawe, wskazane organizacje – mieniące się być organizacjami ekologicznymi – tym różniły się od tradycyjnych organizacji tego rodzaju, że, zamiast członków różnego typu grup kontestatorskich i anarchistycznych, przyciągały głównie emerytowanych milicjantów i funkcjonariuszy służb specjalnych.
Jednym z pierwszych wrogich w stosunku do Henryka Stokłosy epizodów była nieudana próba przejęcia w 1991 roku przez wieloletniego rywala Henryka Stokłosy – Krzysztofa Horodeckiego, tygodnika należącego do H. Stokłosy. Po niepowodzeniu tej próby K. Horodecki zarzucił H. Stokłosie na forum komisji Senatu RP nieprawidłowości w wykorzystaniu preferencyjnego kredytu na budowę oczyszczalni ścieków. Sprowokowało to zainteresowanie Najwyższej Izby Kontroli pod kierownictwem Lecha Kaczyńskiego, która – pomimo prowadzonej przez kilka lat kontroli – nie dopatrzyła się naruszeń prawa.
Działania kontrolerów NIK były przy tym – jak się wydaje – inspirowane motywowanymi pozamerytorycznie poleceniami przełożonych, o czym świadczy treść n otatki służbowej z dnia 5 listopada 1998 roku, przygotowanej dla Jacka Jezierskiego wtedy wiceprezesa a obecnie szefa NIK, a w szczególności treść odręcznej adnotacji na tej notatce: „proszę spróbować coś zrobić z pismem do Ministra Sprawiedliwości”.
Należy podkreślić, że obecnie kontrola Urzędu Kontroli Skarbowej w firmie Henryka Stokłosy trwa nieprzerwanie od siedmiu lat. W roku 2006 firma „Farmutil” została poddana 84 kontrolom, zaś ilość dni kontrolnych w ciągu tego jednego roku (nie uwzględniając kontroli „drobniejszych”, jak np. Senepidu lub Inspekcji Transportu Drogowego) wyniosła 651 (!).
W 2005 roku inspektorzy Inspekcji Ochrony Środowiska podjęli bezzasadną próbę zablokowania budowy przez koncern Henryka Stokłosy najnowocześniejszego w tej części Europy zakładu utylizacyjnego „Ekoutil”.
Podczas spotkania ze służbami weterynaryjnymi Wojewoda Wielkopolski Tadeusz Dziuba wyraźnie wspominał o wywieranych na niego przez zwierzchników naciskach, by podległe wojewodzie inspekcje podejmowały działania szkodliwe wobec Henryka Stokłosy i prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Tego typu naciskom poddawany był także Minister Środowiska Jan Szyszko.
Groźby i prowokacje wobec Stokłosów i ich pracowników
W sierpniu 2005 roku pracownik redakcji gazety należącej do Pana Stokłosy został pobity przez dwóch mężczyzn, którzy obrzucili go wyzwiskami: „Ty sługusie Stokłosy”.
We wrześniu 2005 roku pod drzwiami rezydencji Państwa Stokłosów pojawiło się z kolei dwóch mężczyzn, którzy grozili podpaleniem posiadłości oraz należącego do Stokłosów domu gościnnego „Pasibrzuch”.
W dniu 5 listopada 2005 roku – po dokonanym poprzedniej nocy naruszeniu terenu firmy „Farmutil” należącej do Henryka Stokłosy przez kilkunastu członków organizacji pseudoekologicznych, odnaleziono na terenie zakładu martwego kruka. Zdarzenie to zostało w powszechnej świadomości skojarzone z aktualnym wówczas zagrożeniem epidemią ptasiej grypy. Tymczasem przeprowadzone w niezależnym laboratorium badania wykazały, że kruk został wcześniej ustrzelony z broni myśliwskiej. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że pseudoekolodzy sami pozostawili znalezisko na terenie zakładu „Farmutil”.
W nocy z 11 na 12 kwietnia 2006 roku dokonano dewastacji należących do firmy „Farmutil” pomieszczeń administracyjnych przy ulicy Pilskiej w Śmiłowie. W budynkach zostały m. in. powybijane szyby, zaś ściany i wyposażenie pomieszczeń zostały pomazane krwią.
Prześladowania ze strony organów ścigania i prokuratury
W sierpniu 2006 roku prokuratorzy wraz z uzbrojonymi w broń długą i zamaskowanymi funkcjonariuszami CBŚ dokonali pierwszego z całej serii spektakularnych „najazdów” na zakład i posiadłość Stokłosów w Śmiłowie. Podczas przeszukań śledczy zachowywali się agresywnie i konfrontacyjnie. O gotowości do nadania zdarzeniu charakteru spektaklu medialnego może przy tym świadczyć fakt, że na parkingu pod zakładem czekał ukryty rzecznik Komendy Głównej Policji Zbigniew Matwiej.
Wiosną 2007 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego odwiedzili Zakłady Drobiarskie „Indykpol”, gdzie próbowali wymusić na ich właścicielu poświadczenie rzekomych nadużyć gospodarczych ze strony Henryka Stokłosy i innych przedstawicieli firm będących jego własnością. Podobny cel miała wizyta funkcjonariuszy CBŚ u osoby, która nabyła od spółki Henryka Stokłosy dom handlowy w Pile.
Pomimo ogromnego wysiłku, wielodniowych przeszukań prowadzonych w różnych miejscach oraz zaangażowania do akcji dziesiątek funkcjonariuszy i bardzo znacznych środków rzeczowych, śledczym nie udało się znaleźć materiałów kompromitujących Henryka Stokłosę.
Mimo to Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział, że „miejsce Stokłosy jest za kratkami”. Równocześnie, jak twierdzi Anna Stokłosa, prokurator prowadzący sprawę Stokłosy przyznał, że wywierane są na niego naciski i że jest on tylko wykonawcą poleceń Zbigniewa Ziobry, który osobiście zapoznawał się z materiałami postępowania, przekazanymi mu na specjalne zamówienie.
Niewiarygodny świadek oskarżenia
Głównym świadkiem oskarżenia w sprawie Henryka Stokłosy jest Marian Janowiak – były doradca podatkowy firm Henryka Stokłosy, sam pozostający w chwili obecnej pod bardzo poważnymi zarzutami karnymi. Nie jest tajemnicą, że zeznania obciążające H. Stokłosę Marian Janowiak złożył pod groźbą długotrwałego aresztu (a potem być może wieloletniego więzienia). Marian Janowiak został jednak „wynagrodzony” za złożenie zeznań obciążających osobę znajdującą się na liście politycznych wrogów rządzącej ekipy. Niezwłocznie bowiem po złożeniu zeznań został zwolniony z aresztu, z wyznaczeniem niewielkiej kaucji. W jego przypadku zatem już sama groźba „aresztu wydobywczego” okazała się skuteczna.
Marian Janowiak - co przyznają zresztą sami Stokłosowie – został przez nich obdarzony nadmiernym zaufaniem. W okresie bezpośrednio poprzedzającym zakończenie ich współpracy, układała się ona bardzo źle. Potem M. Janowiak odgrażał się Henrykowi Stokłosie (niejednokrotnie przy tym publicznie) i wszedł z nim w bardzo ostry konflikt. Groził doprowadzeniem do upadku firmy oraz skompromitowania jej właściciela i pracowników pionu finansowego. Groził Henrykowi Stokłosie doprowadzeniem do wydania wyroków skazujących go na wieloletnie więzienie.
Materiały, które posłużyły do sformułowania zarzutów karnych pod adresem Henryka Stokłosy, zostały w znakomitej mierze przygotowane i dostarczone w drodze prowokacji przez Mariana Janowiaka, a rzeczywistą odpowiedzialność za nieprawidłowości – o ile takowe miały miejsce – przypisywać należy bezpośrednio właśnie jemu. Należy pamiętać, że dla M. Janowiaka oskarżanie H. Stokłosy stanowi w chwili obecnej naturalną linię obrony, z której skwapliwie korzysta, a którą ochoczo podejmują organy ścigania.
Marian Janowiak fałszywie oskarżył również księgową firmy Henryka Stokłosy, co doprowadziło do jej aresztowania. Osobę tę przetrzymywano w areszcie przez 6 miesięcy, w skandalicznych warunkach, z zamiarem uzyskania zeznań obciążających Henryka Stokłosę. Zapewniano ją, że złożenie takich zeznań znacznie poprawi jej sytuację i że wówczas wyjdzie ona na wolność. Stosowano bezpośrednią presję psychiczną. Tym niemniej, śledczym nie udało się od niej uzyskać pożądanych zeznań.
Za wszelką cenę złamać Stokłosów
Należy stwierdzić, że w sprawach dotyczących osoby i działalności Henryka Stokłosy stosuje się metodę dążenia do celu za wszelką cenę, bez zważania na ograniczenia płynące z przepisów prawa. Z relacji szeregu pracowników firm Henryka Stokłosy wynika, że byli oni przesłuchiwani z użyciem niedozwolonych metod (chociażby przy zastosowaniu ostrego oświetlenia) i przy otwartym demonstrowaniu zamiaru wymuszenia obciążających zeznań.
Można przypuszczać, że te same metody mogą być zastosowane wobec Henryka Stokłosy. Jak twierdzi Pani Anna Stokłosa, sami prokuratorzy przyznali, że, w razie zatrzymania, Henryka Stokłosę czeka co najmniej rok „odsiadki na skruszenie”.
Należy wspomnieć, że były Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Janusz Kaczmarek nie zawahał się ogłosić publicznie – nie mając ku temu żadnych podstaw - że „Stokłosowie wyprzedają swój majątek”. Wypowiedź ta, zacytowana przez prasę gospodarczą, wywołała popłoch wśród kontrahentów firm Henryka Stokłosy oraz współpracujących z nimi instytucji finansowych. W wyniku tego Grupa Kapitałowa Henryka Stokłosy poniosła znaczące straty wizerunkowe i finansowe.
O sposobach działania organów ścigania w niniejszej sprawie świadczyć może także fakt, że wobec Anny Stokłosy posunięto się do próby prowokacji polegającej na podrzuceniu do jej domu broni i amunicji, tak by móc ją zatrzymać i aresztować pod zarzutem nielegalnego posiadania tychże. Szczegóły tej prowokacji Anna Stokłosa przedstawiła m. in. w piśmie skierowanym do posła Pawła Grasia – Przewodniczącego Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
***
Przedstawione przez prof. dr hab. Zbigniewa Ćwiąkalskiego przypadki nieprawidłowości w funkcjonowaniu organów ścigania, w których pokrzywdzony został Henryk Stokłosa lub osoby z nim związane, nie są oczywiście jedynymi przypadkami tego rodzaju postępowania. W Polsce w ostatnim czasie bardzo często dokonuje się nadużyć w zakresie sposobu działania organów ścigania.
Areszt wydobywczy
Jednym z nich jest mechanizm tzw. aresztu wydobywczego, który został w przekonujący sposób opisany m. in. w artykule A. Dryszla pt. „Posiedzisz... to powiesz” . Przytoczona tam została m. in. relacja Stanisławy Chmielewskiej, która spędziła w areszcie rok i trzy miesiące bez przesłuchania . Prokurator spytał ją tylko, czy jej syn jest oficerem ABW – gdyż rzeczywistą przyczyną aresztowania była próba wymuszenia określonego zachowania na synu pani Stanisławy.
Syn - oficer zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej - został zatrzymany nieco wcześniej. Podobno usłyszał od śledczego: „Podpisuje pan to, co chcemy, i wychodzicie razem z mamusią albo posiedzicie oboje”.
W tym samym artykule zawarta jest relacja Jerzego Krzystyniaka - biznesmena z branży paliwowej, który niemal rok siedział w areszcie. Oświadczył on, co następuje: „Byłem nakłaniany do złożenia zeznań obciążających Artura Balazsa w zamian za zmianę środka zapobiegawczego. Nazwisko Jacka Piechoty też padało”.
Z kolei Barbara Kmiecik (zatrzymana w okresie rządów SLD pod zarzutem płatnej protekcji, następnie wypuszczona, w 2006 roku ponownie aresztowana, po czym zwolniona i zawiadomiona, że po raz trzeci będzie aresztowana pod zarzutem udziału w aferze węglowej) przyznała: „Złamali mnie i zeznawałam. Nie wstydzę się. Pytali głównie o Basię Blidę”.Efekt próby zatrzymania Barbary Blidy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest powszechnie znany.
W cytowanym artykule przytoczone zostały również przykłady praktyk niehumanitarnego traktowania oraz rażącego odwlekania przesłuchań przy stosowaniu tzw. „aresztu wydobywczego”. Taki brak zainteresowania po aresztowaniu spotkał na przykład lekarkę Urszulę L. ze szpitala psychiatrycznego w Tworkach, „którą przesłuchano tylko dwa razy - w pierwszym i drugim dniu aresztu. Ponieważ Urszula L. była chora, zawieziono ją do szpitala skutą kajdankami (zgodnie z ostrym kursem zaordynowanym wobec lekarzy). Do celi trafiła w ubiegłym roku pod zarzutem wydania za łapówkę nieprawdziwej opinii lekarskiej mężczyźnie, który po pijanemu przejechał dwie osoby. Oskarżyła ją była salowa, skazana za oszustwa, która stwierdziła, że to ona przekazała łapówkę lekarce. Zapewne była salowa może liczyć na złagodzenie kary, jeśli jej zeznania pozwolą na zbudowanie wizji przestępczego ‘układu’ lekarzy z bandytami”.
Znęcanie się nad kobietami w ciąży
Należy też podnieść w ślad za cytowanym artykułem, że: „Szczególnym problemem staje się zamykanie do aresztu kobiet w zaawansowanej ciąży, bez najmniejszej troski o dobro dzieci poczętych. Przykładowo, główną księgową spółek lobbysty Marka Dochnala, Marię Skowrońską, aresztowano niespełna dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem porodu, transportowano ją nocą do aresztu bez badań lekarskich dopuszczających długotrwałe konwojowanie, a w dniu porodu zrobiono jej nawet przesłuchanie. Nie odstąpiono od przeprowadzenia przesłuchania w szpitalu pomimo porodu w toku”, pisze rzecznik praw obywatelskich. „Nowo narodzone dziecko umieszczono w Domu Matki i Dziecka przy zakładzie karnym w Grudziądzu, kobieta przez cały czas pobytu w areszcie nie miała prawa do żadnych widzeń z rodziną ani z przedstawicielem rzecznika nawet w obecności funkcjonariuszy. Niektóre czynności procesowe przeprowadzone wobec pani S. mają postać nieludzkiego i okrutnego traktowania”, słusznie twierdzi rzecznik. Tych dodatkowych metod nacisku użyto, ponieważ uznano, że właśnie z Dochnala i jego współpracowników da się wyciągnąć najwięcej oskarżeń na przeciwników politycznych aktualnej władzy. Zdaniem rzecznika praw obywatelskich, „aresztowanie pani Marii Skowrońskiej nastąpiło na podstawie niejasnych przesłanek prawnych, złamano też rozporządzenie ministra sprawiedliwości, mówiące że do aresztu śledczego nie zamyka się kobiet od 28. tygodnia ciąży, oraz konstytucję RP stanowiącą, iż władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki kobietom ciężarnym”.
Jest symptomatyczne, że w odpowiedzi na list dr. Janusza Kochanowskiego – Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym podniesiony został zarzut nadużywania instrumentu tymczasowego aresztowania, Zbigniew Ziobro uznał, że areszt tymczasowy jest w Polsce orzekany za rzadko.
Areszt tymczasowy narzędziem politycznego nacisku
Jak stwierdził prof. Andrzej Zoll, były Rzecznik Praw Obywatelskich i były Prezes Trybunału Konstytucyjnego: „Mamy do czynienia niewątpliwie z powszechnością stosowania aresztu tymczasowego. Obawiam się, że jego długotrwałość wykracza poza potrzeby. Podejrzewam, że służy to naciskom w celu wymuszenia określonego zeznania lub obciążenia określonych osób”.
Co ciekawe, nawet senator należący do partii „Prawo i Sprawiedliwość”, Czesław Ryszka, wyraził swoje zaniepokojenie sposobem posługiwania się instytucją tymczasowego aresztowania:„Podobno sposób prowadzenia przesłuchań świadków budzi wiele kontrowersji. Przesłuchiwani są zastraszani, a przesłuchujący wywierają na nich presję psychiczną, namawiając do zeznań na niekorzyść podejrzanego”.
Jak przy tym stwierdził Roman Kęska - wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa i wiceprezes Sądu Okręgowego w Siedlcach: „ Stan dzisiejszy można porównać z okresem sprzed 1997 r., gdy areszt stosowali prokuratorzy. Decyzję na wniosek prokuratora podejmuje dziś sędzia, który akurat ma dyżur. Musi się szybko zapoznać z obszernym materiałem i ocenić, czy zarzuty uzasadniają zastosowanie najsurowszego środka. Niedoświadczeni sędziowie mogą się obawiać, że niezastosowanie aresztu przyniesie przykre konsekwencje, np. zwolni się groźnego przestępcę, który na wolności popełni zbrodnię. Takie przypadki nagłaśniane przez media wpływają na opinię społeczną. Być może niektórzy sędziowie w obawie przed konsekwencjami myślą: aresztujmy, a sąd wyższej instancji najwyżej to skoryguje”.
Najpierw się zatrzyma, potem znajdą się dowody
O zasługujących na najwyższą dezaprobatę przypadkach stosowania niegodziwych metod donosił również (za tygodnikiem "Newsweek") portal Interia.pl w artykule pt. „Najpierw się zatrzyma, potem znajdą się dowody” z dnia 9 września 2007 roku. Ministerstwo Sprawiedliwości miało mianowicie naciskać na krakowskich prokuratorów, by postawili Jackowi Piechocie z SLD zarzut korupcji, na którą nie było żadnych dowodów. „Dowody? Najpierw się zatrzyma, a potem znajdą się dowody”- takie polecenie swojego przełożonego Bogdana Święczkowskiego (obecnego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a wówczas dyrektora Biura Przestępczości Zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej) mieli usłyszeć śledczy z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, zajmujący się mafią paliwową.
Jak zrelacjonowano w artykule, w połowie lutego 2006 roku szef Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Józef Giemza miał wezwać do swojego gabinetu Marka Wełnę, szefa grupy prokuratorów rozpracowujących mafię paliwową, i przekazać mu polecenie Święczkowskiego – z którym Giemza rozmawiał przez telefon. Święczkowski zażądał, by postawić Jackowi Piechocie zarzuty, najlepiej korupcyjne. Prokurator Wełna nie wykonał jednak polecenia Święczkowskiego. Jak tłumaczyli prokuratorzy: „Nie mieliśmy wystarczająco mocnych dowodów, by stawiać Piechocie jakiekolwiek zarzuty”.
O obecnym stylu działania organów ścigania, a także o panującej tam tendencji do przyjmowania twierdzeń, które z definicji nie mogą być sfalsyfikowane, a jedynie potwierdzone (przy założeniu, że im więcej pojawi się faktów negujących przyjęte założenia, tym gorzej dla tych faktów) świadczyć może wypowiedź wspomnianego już wyżej szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdana Święczkowskiego (por. „Gazeta Wyborcza” z dnia 4 września 2007 roku), dotycząca postawionej tezy, że Ryszard Krauze opłacał policjantów. Święczkowski stwierdził: „Takie jest moje wrażenie[że Krauze opłacał policjantów – przyp. ZĆ]. CBA, którego głównym zadaniem jest wykrywanie tego typu przestępstw, takie działania podejmie i uzyskamy potwierdzenie”.
Szef ABW nie powątpiewa zatem w wynik zaplanowanych działań, jest pewny potwierdzenia postawionej przez siebie hipotezy. Niepokojące jest w tym kontekście to, że coraz częściej do opinii publicznej docierają doniesienia, że w próbach wykazania korzystnych dla siebie hipotez organy ścigania nie wstrzymują się przed poważnymi nadużyciami proceduralnymi.
Naciski na uczciwych prokuratorów
Do opinii publicznej docierają też doniesienia o prokuratorach, którzy nie ulegali naciskom, a którzy zostali odsunięci od prowadzenia spraw z powodu „niezadowalających wyników”. Doskonałym tego przykładem jest prokurator Emil Melka, który przez pewien czas prowadził śledztwo dotyczące tzw. afery węglowej. Miał on publicznie twierdzić, że w śledztwie dotyczącym byłej posłanki SLD Barbary Blidy wywierane były naciski polityczne. Według doniesień mediów Melka został odsunięty od tego śledztwa, bo nie chciał postawić zarzutów B. Blidzie. Od czasu ujawnienia faktu wywierania nacisków w sprawie Barbary Blidy prokurator Melka był już kilkakrotnie przesłuchiwany w postępowaniu prowadzonym w łódzkiej prokuraturze okręgowej. „W związku z rozbieżnościami w ustnych i pisemnych deklaracjach prokuratora” wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne, prowadzone przez rzecznika dyscyplinarnego Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Jak przy tym podano w notatce PAP: „Według prokuratura apelacyjnego, w przesłuchaniu - w charakterze obwinionego - Melka wycofał się [co symptomatyczne – przyp. ZĆ] ze stwierdzeń, jakie padły w nagranej [ przez Prokuratora Apelacyjnego w Katowicach – przyp. ZĆ] rozmowie. Miał tłumaczyć to m.in. emocjami, a stwierdzenie o komisji śledczej [ przed którą byłby gotów wyjawić całą prawdę – przyp. ZĆ] - żartem dla rozładowania atmosfery. Zapewniał, że nikt na niego nie naciskał. Wyraził ubolewanie w związku z użyciem niektórych słów”.
W rezultacie takiej atmosfery panującej w prokuraturze i innych instytucjach związanych z organami ścigania (a także ze względu na konsekwencje sprawy dr. Mirosława G. oraz innych znanych lekarzy) - zgodnie z informacjami przedstawionymi przez radio RMF FM w dniu 13 września 2007 roku - żaden
z zakładów medycyny sądowej w Polsce nie przyjął zlecenia na wykonanie opinii w sprawie śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Jak podało radio RMF FM: „Śledztwo trwa od ponad roku, sporządzono 6 ekspertyz, cztery razy zmieniano prokuratorów, a końca sprawy nie widać. Według naszych informacji naciskano na prokuratorów, by koniecznie znaleźć lekarzy winnych śmierci Jerzego Ziobry. Prokuratura zastanawia się więc co dalej robić, bo nie ma tam nikogo odważnego, kto to śledztwo zdecydowałby się umorzyć”.
Upolitycznienie prokuratury
Prezentując patologie polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości, należy także wspomnieć o jednym z najgłośniejszych w ostatnich tygodniach przypadków zastosowania przez prokuraturę i służby specjalne środków przymusu polegających na pozbawieniu wolności w stosunku do osób ocenianych przez obecną ekipę rządzącą jako niewygodne lub niebezpieczne pod względem politycznym. Chodzi tu sprawę zatrzymania Janusza Kaczmarka.
Należy przypomnieć, że zatrzymanie byłego ministra, dokonane przez ABW w dniu 30 sierpnia 2007 roku, zostało uznane przez niezawisły Sąd za „bezzasadne i nieprawidłowe”. Co więcej, niezawisły Sąd orzekł, że Janusz Kaczmarek nie musi wpłacać 100.000 PLN kaucji i może opuszczać kraj. Sąd uznał bowiem, że decyzja prokuratury o kaucji i zakazie opuszczania kraju dla podejrzanego o fałszywe zeznania byłego szefa MSWiA nie zawierała uzasadnienia i powołania się na dowody. Nie wskazano bowiem, jakie dowody wskazują na podejrzenie, że Janusz Kaczmarek dopuścił się zarzucanych mu czynów, jak również nie wskazano, dlaczego - zdaniem prokuratury - należy stosować wobec podejrzanego środki zapobiegawcze. Ograniczono się jedynie do ogólnego stwierdzenia, że istnieją odpowiednie dowody.
Powyższe wskazuje na obecny styl działania prokuratury. Na ten styl wskazuje także zachowanie prokuratury po wydaniu przez Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotowa postanowienia, w którym uznano zatrzymanie Kaczmarka za bezzasadne i nieprawidłowe. Otóż jeszcze tego samego dnia Prokuratura Okręgowa w Warszawie w bezprecedensowy sposób skrytykowała tę decyzję, jako świadczącą „o braku bezstronności sądu” (!). Prokuratura wytknęła też „liczne mankamenty w rozumowaniu sądu”.
W odpowiedzi na to Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Jerzy Stępień stwierdził, że: „Prokuratura nie ma prawa krytykować orzeczeń sądu w innej formie niż odwołania od orzeczenia nieprawomocnego. Z chwilą kiedy orzeczenie zapada, wszyscy nabieramy wody w usta, w innym przypadku prowadzimy do anarchizacji państwa”. Zdaniem prof. Stępnia, prokurator generalny nie powinien się godzić na takie zachowanie prokuratury jak w sprawie Janusza Kaczmarka.
Należy nadmienić, że Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej Jarosław Kaczyński replikował na to, mówiąc, że prof. Stępień powinien „uważać na to, co mówi”.
Zamach na sądy
W tym kontekście należy przypomnieć zaproponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany legislacyjne przewidują m. in. że Minister Sprawiedliwości będzie mógł samodzielnie wyznaczać tymczasowych prezesów sądów, zawieszać sędziów w czynnościach i pilnie oddelegowywać ich do innych sądów. Jak skomentował to przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa sędzia Stanisław Dąbrowski: „To prawo ma uczynić sądy agendą rządową”.
Nawet zresztą Biuro Legislacyjne Senatu RP uznało, że: „Przyznane ministrowi sprawiedliwości kompetencje są zbyt daleko idące, ponieważ umożliwiają mu głęboką ingerencję w organy i w prace sądu. Minister sprawiedliwości jako prokurator generalny - zwierzchnik prokuratorów - może być zainteresowany zmianą składu sędziowskiego w interesie oskarżyciela publicznego”.
Europa ostrzega
Jak doniosła PAP w dniu 6 września 2007 roku: „Zaniepokojenie w związku z zagrożeniami dla praworządności w Polsce wyraziły […] obradujące w Warszawie europejskie organizacje prawnicze. Wskazują, że pojawiające się przepisy prawa mogą podważyć aktualne gwarancje niezależności sądownictwa i zawodów prawniczych’”. To, co powiedzieli w czasie obrad przedstawiciele polskich korporacji prawniczych, szefowie międzynarodowych organizacji określili jako „niepokojące, a wręcz szokujące”. W opinii, którą przedstawił szef Krajowej Rady Sądownictwa, polska prokuratura jest w „tragicznej kondycji, bo stała się już strukturą rządową, ściśle podporządkowaną ministerstwu sprawiedliwości”. Jak podano w notatce PAP: „To dziwne, że na spotkaniu nie pojawił się nikt z ministerstwa sprawiedliwości - oceniali zagraniczni goście. Reprezentant duńskiego sądownictwa ocenił nawet, że problemem powinna się już zająć Unia Europejska, bo Polska - jako członek UE - wydaje także Europejskie Nakazy Aresztowania, które wykonują potem sądy innych krajów członkowskich. - Czy mamy gwarancję, że ENA wydał niezależny sędzia? – pyta”.
***
W kontekście przytoczonych tu faktów i opinii nie udzielenie Henrykowi Stokłosie możliwości odpowiadania z wolnej stopy w jego sprawie oznaczać będzie aprobatę dla poddania Henryka Stokłosy ewentualnym represjom ze strony aparatu ścigania. Henryk Stokłosa jest dla tego aparatu jednym z głównych przeciwników politycznych oraz wręcz „pomnikowym” przykładem osoby uwikłanej w rzekomy korupcyjny układ III RP.
Każdy zatem Sąd, który będzie rozstrzygać o pozbawieniu bądź przywróceniu wolności Henryka Stokłosy, powinien zwrócić szczególną uwagę i włożyć szczególny wysiłek w zważenie, czy dostarczono mu wystarczających argumentów, by dopuścić do sytuacji, w której może dojść do zanegowania nie tylko wolności osobistej Henryka Stokłosy, ale także jego godności. Godność jest wszakże najwyższą wartością w aksjologii Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
prof. dr hab. Zbigniew Ćwiąkalski
źródło: www.stoklosa.pl